Problemy z autem elektrycznym

Wszystko co związane z samochodami elektrycznymi marki Renault

Problemy z autem elektrycznym

Postautor: Bogdan61 » 13 września 2021, 02:48

12 typowych problemów z autem elektrycznym


Samochody elektryczne są z roku na rok coraz lepsze, ale wciąż mają swoje wady, które potrafią uprzykrzyć użytkownikowi życie. W Polsce najgorszym problemem wciąż jest jednak infrastruktura. Jeśli zastanawiasz się nad zakupem samochodu elektrycznego, przeczytaj ten artykuł, żeby uniknąć rozczarowania.

Żaden inny segment nie rozwija się tak szybko, jak segment aut elektrycznych. Modele, które dominowały na tym rynku jeszcze klika lat temu, na tle dzisiejszej oferty wypadają przy aktualnych odpowiednikach – najdelikatniej mówiąc – blado. Przez kilka lat typowe zasięgi wydłużyły się o kilkaset procent, poprawiły się osiągi i walory praktyczne, a ceny nowych elektryków stopniowo zbliżają się do cen porównywalnych modeli wyposażonych w silniki spalinowe.
Pamiętacie jeszcze Mitsubishi i-MiEV i jego bliźniacze wersje sprzedawane z logo Peugeota i Citroena? Te elektryczne auta wyglądały niczym skromniejsze odmiany Daewoo Matiza, miały porównywalne z Matizem czy Tico osiągi, na jednym ładowaniu przejeżdżały niewiele ponad 100 km, no chyba, że było zimno lub gorąco – wtedy prąd mógł się skończyć jeszcze wcześniej. Kosztowały przy tym ok. 160000 zł, tyle że wtedy wartość pieniądza była zupełnie inna – za taką kwotę można było kupić trzy Skody Octavie w wersji bazowej i mieć jeszcze spory zapas pieniędzy na paliwo, a w wielu miastach w Polsce np. niewielką kawalerkę. Teraz bazowa Skoda Octavia nie kosztuje już ok. 50 tys. zł, jak wtedy, kiedy i-MiEV pojawił się na rynku, ale niespełna 90000 zł, a za ok. 160000 zł (i to nie licząc państwowych dotacji) da się kupić np. Volkswagena ID.3 w wersji z 204-konnym silnikiem, rozpędzającego się do setki w niewiele ponad 7 sekund i mogącego przejechać na jednym ładowaniu baterii ok. 425 km.
Czy to oznacza, że już czas przesiąść się do auta elektrycznego? W wielu krajach odpowiedź byłaby jednoznaczna – tak. W Polsce przed podjęciem takiej decyzji wciąż warto przemyśleć wszystkie argumenty za i przeciw. Nowe elektryki jeżdżą świetnie, są praktyczne i komfortowe, mają znacznie niższe koszty eksploatacji i mniej części, które wymagają okresowej wymiany – ale to tylko jedna strona medalu. Porozmawiajmy o tym, co może uprzykrzyć życie z samochodem elektrycznym.

1. Brak stacji ładowania na trasie
Samochody elektryczne mają coraz większe zasięgi, często już porównywalne z zasięgami aut z silnikami spalinowymi. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy chcemy pojechać gdzieś dalej i musimy uwzględnić ładowanie na trasie. W Polsce wciąż jest wiele miejsc, w których w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie da się znaleźć żadnej ogólnodostępnej ładowarki. Zwolennicy aut elektrycznych twierdzą oczywiście, że dzięki odpowiedniemu planowaniu to żaden problem, trzeba tylko właściwie wyznaczyć trasę. Tyle tylko, że warto to zrobić w taki sposób, żeby zawsze mieć w zanadrzu jakąś alternatywę dla zaplanowanej po drodze stacji ładowania – bo to, że jest ona na mapie lub w aplikacji, wcale nie oznacza, że uda się Wam z niej skorzystać.

2. Ładowarka jest, ale nie działa
Typowy frustrujący problem, szczególnie uciążliwy dla tych, którzy na resztkach prądu w baterii wtaczają się na stację. Ładowarki czasem się psują, często są nieczynne, bo np. oczekują na obowiązkowy przegląd techniczny albo działają tylko w godzinach funkcjonowania sklepów lub centrów handlowych, przy których je ustawiono. Niekiedy w aplikacjach stacje ładowania bywają opisane jako ogólnodostępne, ale w rzeczywistości wcale takie nie są.

3. Ładowarka jest, ale nie możesz się do niej dostać
To typowy problem w miastach, w których często słupki do darmowego ładowania samochodowego są umieszczone wśród miejsc parkingowych. Wielu kierowców ignoruje znaki pozwalające stawać na przylegających do nich miejscach tylko autami elektrycznymi i tylko na czas ładowania – są one notorycznie zastawiane przez samochody z silnikami spalinowymi albo przez auta elektryczne, które stoją przy nich długo nawet po zakończeniu ładowania. W pierwszym przypadku to szczególnie frustrująca sytuacja, bo skoro do ładowarki nie jest podłączony samochód, to np. aplikacje dla kierowców aut elektrycznych wskazują, że jest ona dostępna.

4. Podjeżdżasz, a tam zajęte. Na długo
W Polsce nadal znaczna część punktów ładowania wyposażona jest w ładowarki zdolne do obsłużenia tylko jednego lub maksymalnie dwóch aut naraz – nawet jeśli z urządzenia zwisa więcej kabli (służą one do podłączania pojazdów z różnymi typami gniazd). Jeśli przy takiej ładowarce stanie ktoś, kto przyjechał autem z pustą baterią albo ma samochód, którego elektronika pokładowa i bateria nie wspierają szybkiego ładowania, to ładowarka może być zajęta nawet przez wiele godzin. Co z tego, że kupisz sobie auto, które z szybkiej ładowarki może naładować się do 80% np. w 40 minut, skoro przed tobą stoi ktoś, kto przyjechał kilkuletnim autem, potrzebującym na to samo np. 6 godzin? Moc ładowarki to jedno, a zdolność auta do przyjmowania dużego prądu to drugie. To zupełnie inna sytuacja niż na obleganej stacji, na której tankowanie benzyny do auta trwa zaledwie kilka minut. Teoretycznie problem da się zminimalizować, korzystając z popularnych aplikacji, w których można sprawdzić zajętość ładowarek, ale nie każdy użytkownik się w nich melduje.

5. Nie naładujesz auta jako klient z ulicy
Jeżdżąc samochodem z silnikiem spalinowym, jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że możemy spontanicznie i dowolnie wybierać stacje, na których zatankujemy auto. W przypadku samochodów elektrycznych to nie takie proste – przy większości punktów ładowania nie ma ani kas, ani terminali płatniczych. Do rozpoczęcia, a później rozliczenia ładowania niezbędna może być np. karta lub aplikacja operatora, z reguły powiązana np. z kartą płatniczą. Nie jesteś zarejestrowanym klientem – nie skorzystasz z ładowania. Nabywcy nowych aut elektrycznych mogą coraz częściej liczyć na to, że wraz z samochodem dostaną kartę współpracującą z ładowarkami wielu operatorów, ale to wciąż nie reguła.

6. Ładowarka może się nie dogadać z autem
Ładowanie auta elektrycznego to proces trudniejszy niż wlanie benzyny czy oleju napędowego do baku. Przede wszystkim ładowarka musi oferować ten sam standard ładowania/gniazda, co samochód. Ale nawet jeśli oferuje, to wcale nie jest to gwarancją tego, że po podłączeniu kabla ładowanie się rozpocznie. Urządzenia najpierw muszą się ze sobą skomunikować, ustalić parametry ładowania. Bywa, że np. nowe modele aut nie chcą się łączyć z ładowarkami do czasu zaktualizowania ich oprogramowania, albo ze problemy pojawiają się właśnie po aktualizacji oprogramowania w aucie lub ładowarce. Co z tego, że w aplikacji ładowarka wyświetla się jako dostępna i inni mogą z niej skorzystać…

7. Twoje auto może nie chcieć wypuścić kabla ładowarki
Po podłączeniu wtyku przewodu do gniazda jest on w nim blokowany – wyrwanie przewodu w trakcie ładowania byłoby ekstremalnie niebezpieczne. Problem polega jednak na tym, że czasami samochód nie dogaduje się z ładowarką albo dochodzi do usterki i… auto stoi przy ładowarce z kablem, którego nie da się odłączyć. Oczywiście, są różne procedury awaryjne – od zamknięcia i otwarcia samochodu, przez kontakt telefoniczny z infolinią pomocy operatora i zdalny reset stacji, po procedury awaryjnego odblokowania gniazda czy naciśnięcie „grzybka” awaryjnego wyłącznika ładowarki (co często blokuje ją na amen) – tyle że czasem wszystkie te metody zawodzą i na miejscu musi pojawić się serwisant (albo samochodu, albo stacji ładowania), który auto odłączy. Uwaga! W przypadku ładowarek znajdujących się na stacjach benzynowych albo przy hotelach często uczynni i zaangażowani pracownicy próbują nieść pomoc, ale nie mają do tego żadnych kwalifikacji, a to może się skończyć uszkodzeniem auta. Naprawa gniazda ładowania czy elektroniki pokładowej może kosztować dziesiątki tysięcy zł.
Na forach użytkowników elektryków raz na jakiś czas pojawiają się relacje z sytuacji, kiedy ktoś np. w piątkowy wieczór próbował podłączyć auto do stacji, która jeszcze nie była oddana do eksploatacji, choć wyglądała na czynną – a serwis dostępny był dopiero w poniedziałek rano. Siłowe rozwiązanie nie wchodzi w rachubę!

8. Mogą ci zablokować pieniądze na karcie
Problemy z rozliczeniem ładowania zdarzają się często. Użytkownicy aut elektrycznych skarżą się np. na to, że w płatnych stacjach ładowania Orlenu przy próbie ładowania system blokuje z góry 200 zł na karcie płatniczej klienta, a dopiero później zwracana jest kwota ewentualnej nadpłaty. Problem polega na tym, że ładowarki u tego operatora znane są z tego, że nie zawsze dogadują się z autem przy pierwszym podejściu. Jeśli więc klient kilka czy kilkanaście razy spróbuje rozpocząć proces ładowania, to później może się zdziwić np. podczas zakupów, kiedy się okaże, że na karcie nie ma dostępnych środków. Z reguły zablokowana kwota jest odblokowywana szybko, ale są tacy, którzy twierdzą, że trwało to u nich wiele dni.

9. Elektryk nie zapala, chyba że uruchomisz go na kablach
Samochody elektryczne poza tzw. baterią trakcyjną, czyli tą, w której gromadzony jest prąd wykorzystywany do napędzania auta, mają też niewielki, najczęściej 12 V akumulator, taki jak w zwykłym aucie. Zasila on elektronikę pokładową i zapewnia prąd potrzebny do sterowania przekaźnikami łączącymi akumulator trakcyjny z instalacją auta. Te małe, zwykłe akumulatory to często słaby punkt aut elektrycznych – w razie rozładowania takiego akumulatora, nawet jeśli główna bateria jest naładowana, autem nie tylko nie odjedziecie, ale często nawet nie ruszycie go z miejsca, bo nie uda się odblokować hamulca postojowego. Rozładowany akumulator pomocniczy to jedna z najczęstszych przyczyn unieruchomienia auta elektrycznego. Często problem da się rozwiązać… „pożyczając” prąd za pomocą przewodów rozruchowych – jak w poczciwym aucie z silnikiem spalinowym.

10. Ładowanie trwa dłużej niż powinno, bo jest za ciepło lub za zimno
To, że na mrozie zasięg spada, bo przecież prąd z akumulatora jest używany do ogrzewania auta, to oczywista sprawa. To, że latem podczas upałów zasięg też będzie krótszy, bo klimatyzacja też jest prądożerna, też raczej nikogo nie zdziwi. Warto jednak wiedzieć, że ekstremalne temperatury wpływają również na czasy ładowania baterii – zarówno w niskich, jak i wysokich temperaturach proces ładowania, niezależnie od tego, czy w stacji, czy z domowej ładowarki 230 V albo z wallboxa, może przebiegać znacznie wolniej niż zwykle, a czasem wręcz zostaje całkowicie wstrzymany. Warto też wiedzieć, że w ciężkich warunkach znaczna część prądu pobranego z ładowarki (tego, za który musicie zapłacić) nie trafia do akumulatora, ale do układów, które akumulatory chłodzą lub podgrzewają w czasie ładowania.

11. Prąd okazuje się (czasem) droższy niż benzyna czy olej napędowy
Jeśli ładujecie auto elektryczne w domu, z wolnej ładowarki lub z wallboxa, macie odpowiednią taryfę albo nawet instalację fotowoltaiczną, to koszt prądu niezbędnego do przejechania 100 km stanowi niewielki ułamek kosztów paliwa, które zużylibyście na takim samym dystansie w aucie z napędem spalinowym. W folderach reklamowych koszty prądu najczęściej podawane są z uwzględnieniem taryfy dla gospodarstw domowych, a przecież prąd „firmowy” jest znacznie droższy. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, jeśli chcecie naładować auto w trasie, w szybkiej ładowarce, u operatora, u którego nie macie wykupionego abonamentu – wtedy może się okazać, że prąd kosztuje więcej niż paliwo do auta z silnikiem spalinowym.

12. Serwis nie wie, jak obsługiwać Twoje auto
W dziedzinie elektromobilności Polska to – najdelikatniej mówiąc – kraj rozwijający się. Aut elektrycznych wciąż sprzedaje się niewiele, a to oznacza, że serwisy – nawet te autoryzowane – nie zawsze są przygotowane do ich obsługi. Owszem, pod względem serwisowym elektryki są znacznie mniej wymagające od aut z silnikami spalinowymi, ale te nieliczne czynności obsługowe czy naprawy, których czasem potrzebują, wymagają przeszkolonego personelu i wyposażenia. Może się zdarzyć, że w ASO, do którego pojedziecie, mechanik pracujący przy waszym aucie wcześniej się z takim modelem nie zetknął albo przeszedł tylko pobieżne przeszkolenie. Problemem bywa tez dostępność części i elementów eksploatacyjnych, np. do wielu aut elektrycznych trudno od ręki kupić choćby opony.

Naszym zdaniem
Ten artykuł nie ma nikomu obrzydzić aut elektrycznych. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że taka jest przyszłość motoryzacji. Doświadczeni kierowcy samochodów elektrycznych zwykle z czasem uczą się radzić sobie z większością przytoczonych problemów i twierdzą, że w ogólnym rozrachunku modele elektryczne sprawiają mniej problemów niż te z napędem spalinowym.



- źródło: AŚ
Bogdan61
Klubowicz
Klubowicz
 
Posty: 8226
Rejestracja: 09 lutego 2012, 13:11
Marka: Renault
Model: Thalia 1,5 dCi 65 KM
Silnik: Diesel
Rok produkcji: 2005
Województwo: śląskie
Miejscowość: Katowice

Wróć do Samochody elektryczne i hybrydowe

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

cron
x
Kto jest online

W skrzynce odbiorczej masz nową wiadomość.

Moje konto

x